Posted by: Henryk Duda on: 3-wrz-2006
W jednym z wpisów na moim blogu pt. „Wspomnienia z Japonii” napisałem:
Gdy Pani K. zaszła w jakiejś sprawie do mojego biura, kazałem jej usiąść.
Ani mi przez myśl nie przeszło, że to zdanie może wywoływać jakieś niestosowne skojarzenia.
Tymczasem jedna z osób poproszonych przez mnie o uwagi o języku i stylu, powiedział – poza blogiem – że, owszem, ale to zdanie nie brzmi dobrze, bo dziasiaj zaszła kojarzy się już tylko z zajściem w ciążę. Współczesne słowniki, niestety, nie wszystkie mam pod ręką, tej opinii nie potwierdzają. Zajść to dokonana forma czasownika zachodzić. Występuje w kilku znaczeniach. Wylicza je „Słownik języka polskiego PWN”, więc nie będę ich tu powtarzał. Zwróćmy jedynie uwagę, że również składnia podpowiada, w jakim znaczeniu używa się czasowników zachodzić (zajść): zajść do + dopełniacz (zaszedłem po drodze do przyjaciela, do miasteczka, do klubu), zajść na + biernik (zajść na czas), zachodzić w + miejscownik (procesy zachodzą w komórce), zachodzić w + biernik (zachodzić w ciążę). Gdy słyszę, że słońce zaszło, wcale nie pytam, kiedy spodziewa się rozwiązania. I tak samo reaguje zapewne jeszcze większość mówiących po polsku.
Pewnie bym o sprawie zapomniał, gdyby nie jan (pisownia oryginalna), mój kolega, ale skoro podpisał się jedynie imieniem, nie zostanie janem i ziomkiem, który dopisał się do artykułu „Czy prywatny może być publiczny?” Zacytujmy:
Oba przypadki zdaja się mówić nie tyle o ewolucji znaczenia słów takich jak zajść i publiczny, lecz raczej o świecie naszych przeżyć, marzeń i wyobrażeń. Dobry temat do rozważań. Zgoła nielingwistycznych.
Najnowsze komentarze