Posted by: Henryk Duda on: 26-lis-2006
Czytam w „Gazecie Wyborczej”, że „Indianie z plemienia Mapuche w Chile oskarżają Microsoft o bezprawne tłumaczenie systemu Windows na ich język” i przecieram oczy ze zdumienia. I bynajmniej nie dlatego, że interesuje mnie odpowiedź na pytanie, „czy ktokolwiek może być «właścicielem» ich języka”, czy – uogólniając nieco – kto jest „właścicielem” języka. Odpowiedź jest tylko jedna – ponieważ języka nikt nie wynalazł, język powstał spontanicznie, nikt nie może rościć sobie prawa do jego własności.Takie jest stanowisko językoznawstwa. A jakie stanowisko zajmą w tej kwestii sądy chilijskie, to już osobna sprawa.
Jak dowodzi historia języków europejskich, status języków narodowych, literackich osiągnęły na naszym kontynencie tylko te dialekty, na które w odpowiednim czasie przetłumaczono Biblię. Języki bowiem, na które tłumaczy się wiele tekstów, żyją. Poszerza się liczba ich użytkowników. Rośnie ich funkcjonalność. Dziś, gdy jakaś grupa chce nobilitować swój dialekt, zaczyna od tłumaczenia Biblii.
We współczesnym świecie podobną rolę jak w przeszłości w Europie odgrywała Biblia, pełnią czasami teksty kultury masowej. A do nich należy język interfejsu systemu operacyjnego, język instrukcji obsługi, język plików pomocy. Tzw. lokalizacja, tj. dostosowanie oprogramowania do wymagań nowego środowiska językowego, to dla dialektu nobilitacja. Dlaczego więc Indianie Mapuche chcą sądzić się z Microsoftem? Stracili instynkt samozachowawczy?
Myślę, że odpowiedź kryje się w wypowiedzi Aucan Huilcaman, jednego z przywódców Indian Mapuche. Cytuję za „Gazetą”:
W tej sprawie, jak widać, nie chodzi o użytkowników języka, nie chodzi o to, by język żył i rozwijał się. Tu idzie o urażoną dumę indiańskiej starszyzny (która jest odpowiednikiem naszej biurokracji). Jak oni śmieli zrobić to bez nas? – zdaje się mówić indiański wódz.
Czy ta historia ma jakiś związek z Polską? Moim zdaniem, jak najbardziej.
Najnowsze komentarze