Posted by: Henryk Duda on: 29-lis-2006
O człowieku, który posługuje się językiem pięknym i poprawnym powiemy, że odznacza się dużą kulturą języka. Terminem kultura języka określa się też wszelkie działania, które prowadzą do poprawienia sprawności i podniesienia poziomu świadomości językowej mówiących. Działalność taka ma w Polsce długa tradycję. Uprawiają ją przeważnie językoznawcy, choć imają się jej także niespecjaliści, czasami z dobrym skutkiem. Do najszerzej znanych, działających obecnie „kulturystów językowych” (określenie dra Marcina Preyznera) należą profesorowie: Jan Miodek z Wrocławia, Andrzej Markowski i Jerzy Bralczyk z Warszawy. Starsze pokolenie do dziś pamięta natomiast radiowe pogadanki o języku prowadzone przez prof. Witolda Doroszewskiego (1899-1976).
W powszechnym odbiorze językoznawstwo (lingwistykę) utożsamia się często z kulturą języka. Całkowicie niesłusznie. Inaczej bowiem patrzy na język lingwista, zupełnie inaczej zaś miłośnik języka polskiego. Ten pierwszy zajmuje się opisem budowy i wyjaśnianiem funkcjonowania języka. Ten drugi natomiast postuluje, jak należy mówić, co jest poprawne a co jedynie dopuszczalne. Pierwszy opisuje, drugi normuje, kodyfikuje.
Gdyby szukać analogii, porównałbym językoznawcę do astronoma. Gdy astronom układa tablice astronomiczne, obserwuje ruchy ciał niebieskich. Na podstawie tych obserwacji powstaje model kosmosu lub jego części. Kopernik stworzył np. model układu słonecznego. Podobnie językoznawca. Obserwuje język, analizuje wypowiedzi mówione i pisane i tworzy model języka, czy – używając tradycyjnej terminologii – pisze gramatykę.
Zupełnie inny status ma jednak wypowiedź o charakterze normatywnym, wypowiedź o tym, która forma jest poprawna, a która błędna. To tak, jakby astronom zaczął się gniewać, że ziemia nie obiega słońca w 365 bądź 366 dni, co znacznie uprościłoby układanie kalendarza, gdyż nie potrzebowalibyśmy roku przestępnego. Astronom wie, że na ruchy ciał niebieskich nie ma wpływu, więc nie próbuje ich zmienić. „Językowy kulturysta” żyje złudzeniem, że jego porady mogą wpłynąć na język. Owszem, w przypadku pojedynczych form gramatycznych, wyrazów, czy konstrukcji składniowej czasem udaje się nam narzucić mówiącym, jak należy mówić, jak jest lepiej. Zwykle jednak, działalność kodyfikacyjna kończy się akceptacją tego, co mówiący wcze śniej wprowadzili do obiegu. Niewdzięczna, syzyfowa praca.
Na koniec wyznanie językoznawcy. W zupełnie beznadziejnej sytuacji znajduje się lingwista, który pracuje dydaktycznie. Jako lingwista bowiem rozumie procesy językowe, potrafi przewidzieć, która forma językowa ma przed soba przyszłość, która zaś jest archaizmem, którego dni są policzone. Na zajęciach jednak, staje przed studentami nie tylko jako językoznawca, ale także jako pedagog, pedagog, który ma uczyć języka wzorcowego, standartowego. Schizofrenia linwgistyczna?
Najnowsze komentarze