Posted by: Henryk Duda on: 21-lut-2007
Język zmienia się jak koryto rzeki. Mieszkańcy terenów nadrzecznych nie dostrzegają, że rzeka podmywa brzeg i powoli zmienia swój bieg. Po setkach lat okazuje się, że miejsca położone ongiś nad samą wodą, znajdują się zdala od brzegu, a język naszych przodków tak znacznie różni się od naszego, ze bez pomocy językoznawców, nie jesteśmy w stanie zrozumieć dawnych tekstów.
Największą radością dla językoznawcy jest obserwowanie tych drobnych, niezauważalnych dla ogółu zmian w języku. Dziś, wracając z KUL do domu, znalazłem na tablicy ogłoszeń zaproszenie na spotkanie Koła Edytorów KUL. Członkami koła są studenci polonistyki KUL, często moi studenci. Jego opiekunem i animatorem jest Łukasz G., chyba jeszcze doktorant, też mój student (tu zareklamuję jego niewielki portal poświęcony książkom: http://wydawca.org). Na ogłoszeniu czytam: Koło Edytorów KUL zaprasza serdecznie Kołowiczów […].
Rzeczownik kołowicz spotkałem po raz pierwszy w życiu. By się upewnić, zajrzałem do kilku słowników, m.in. do Korpusu Języka Polskiego PWN. Nie znalazłem. Potrzebny nam ten leksykalny neologizm czy nie?
Odpowiedź nie jest jednoznaczna. Formalnie poprawny, przypomina inne formacje słowotwórcze z sufiksem -owicz. A jednak „nie brzmi dobrze”. Dlaczego? Z tego samego powodu, co opisana przeze mnie niedawno strażaczka. Kołowicz to jeszcze wyraz nowy, nasze uszy do niego nie przywykły. Czy przywykną? Nie wiem. Jeśli jest potrzebny, będzie używany częściej, przyzwyczaimy się do niego. Jeśli jest zbędny, pójdzie w zapomnienie. Pozwólmy żyć językowi swoim życiem.
6-mar-2007 @ 22:58
Witam serdecznie! O ogłoszeniu z neologizmem “kołowicz” nie wiedziałem. Niezbyt czuję to słowo, drzewiej mawiało się w Kole Polonistów “kołek” i “kołkini” – pamiętając o “kniaziu” i “kniahini”.
Ale zgadza się, język (użytkownicy języka) zdecydują.
Pozdrowienia!