Posted by: Henryk Duda on: 17-lip-2007
W „Gazecie Stołecznej”, warszawskim dodatku „Gazety Wyborczej”, moją uwagę zwrócił tytuł „Bronią nazwy ulicy z błędem ortograficznym” (GS 13 lipca br., zob. też „Metro” z 15 lipca). Ponad pięćdziesiąt lat temu przemianowano w Wawrze ulicę Halicką na ulicę Barburki [!]. W ostatnim czasie odpowiednie władze, m.in. Rada Warszawy i Zespół Nazewnictwa Miejskiego, odkryły, że nazwę ulicy należałoby pisać przez ó, a więc Barbórki. Mieszkańcom ulicy Barburki – jak czytamy w relacji „Gazety Stołecznej” – pisownia z u nie przeszkadza. Można wśród nich wyróżnić dwie grupy. Pierwsza obstaje za pozostawieniem nazwy tradycyjnej, druga natomiast nie widzi tu żadnego błędu. Spróbujmy się przyjrzeć tej sprawie sine ira et studio.
Zacznijmy od tego, że nie można mówić o błędzie ortograficznym w tak napisanej nazwie. Z błędem bowiem mamy do czynienia tylko wtedy, gdy ktoś napisze jakiś wyraz bądź grupę wyrazów niezgodnie z obowiązującymi w danym momencie zasadami pisowni. Kto miał w ręce przedwojenną książkę czy gazetę, o starszych wydawnictwach nawet nie wspominam, z pewnością dostrzegł niejedno odstępstwo od dzisiejszej pisowni. Nikt nie mówi jednak w takiej sytuacji o błędzie, bo wie, że ma do czynienia ze starym tekstem. Z pisownią słowa Barburka (możliwe też barburka, małą literą) jest podobnie. Gdy nadawano nazwę tej ulicy, prof. Witold Doroszewski, znany językoznawca i redaktor największego XX-wiecznego słownika języka polskiego, zalecał taką właśnie pisownię. Nazwa ul. Barburki jest więc ortograficznym archaizmem. Dzisiaj natomiast, gdyby ktoś – pisząc o święcie św. Barbary – napisał Barburka, popełniłby błąd ortograficzny, bo zgodnie ze współczesnymi zasadami pisowni obowiązuje nas pisownia Barbórka.
Witold Doroszewski tak uzasadniał pisownię Barburka: „W pisowni polskiej można zauważyć tendencję do wprowadzania litery u zamiast o kreskowanego w wypadkach, gdy u nie wymienia się z o”, a jako przykład podawał wyrazy nuty, rura, ślusarz, śrut, w których pisownia u nie jest uzasadniona etymologicznie (franc. note, niem. Rohr, Schlosser, Schrot). I chociaż dzisiaj piszemy ślusarz, to obok nazwiska Ślusarczyk («syn ślusarza») spotyka się jeszcze starszą postać tego nazwiska, tj. Ślósarczyk. Prof. Doroszewski dodaje jeszcze, że tą samą zasadą kierowano się w 1936 r., gdy przeprowadzono reformę ortograficzną i zmieniono brózda, chróst na bruzda, chrust, bo w tych wyrazach samogłoska u nie wymienia się na o. W wyrazie Barburka natomiast u wymienia się na a (Barbara). Jest to wymiana (oboczność) wyjątkowa i – zdaniem profesora – nie usprawiedliwia ona przyjęcia pisowni Barbórka.
Po latach językoznawcy zmienili zdanie. Najprościej będzie, jeśli przytoczę tu słowa prof. Jana Miodka, medialnego następcy Witolda Doroszewskiego: „Jest to ukłon w stronę śląskiej tradycji, w której funkcjonuje postać Barbora [!] i wywiedziona z niej – umotywowana morfologicznie – Barbórka. Święto górnicze i nazwa ze śląskim regionem są genetycznie związane, dobrze się więc stało, że uszanowano tradycję lokalną, przekształconą w zwyczaj ogólnopolski.”
Tak jak nikt nie zmusza dziś Ślósarczyka do zmiany nazwiska na Ślusarczyk, bo zmieniła się pisownia słowa ślusarz, tak nie widzę powodu, by zmieniać nazwę ulicy w Wawrze. Ta nazwa, podobnie jak inne nazwy z pisownią odbiegającą od dzisiejszych zasad, stała się już częścią naszej historii, częścią onomastycznego krajobrazu.
W artykule, który stał się pretekstem do napisania tych uwag, pojawił się jeszcze jeden wątek. „Co ma więc teraz dzieciom powiedzieć nauczycielka?” – pyta dziennikarz rzecznika miasta. Problem jest pozorny. Wykształcony polonista z odpowiedzią na tak postawione pytanie nie powinien mieć problemów ani gdy chodzi o kwestie natury merytorycznej (jak objaśnić problem), ani gdy chodzi o kwestie dydaktyczne (jak o tym uczyć). A jeśli nie wie?
W związku z ostatnim pytaniem pozwolę sobie przytoczyć fragment powieści Jerzego Pluty pt. „Sto czyżyków”: „Do roku 1971 profesor Doroszewski upierał się przy pisowni przez u jako jedynie poprawnej, a ostatnio w Słowniku poprawnej polszczyzny uznał wersję: Barbarka albo Barbórka. – Tak? A skąd Pan to wie? – Czytam w „Słowie” rozprawki Miodka, tom mądry…”. Bohater „Stu czyżyków” czytał językowe felietony prof. Jana Miodka we wrocławskim „Słowie Polskim”, to wiedział. Większość z nas – niestety – nie może czytać wrocławskiego dziennika, ani innych pism, w których prof. Miodek publikuje swoje felietony (w czasie wakacji spotykałem je w katowickim „Dzienniki Zachodnim”), ale książki prof. Miodka i inne wydawnictwa normatywne są nam wszystkim dostępne. Idźmy więc tropem bohatera „Stu czyżyków”!
PS. Fragment powieści Pluty też przytoczyłem za prof. Miodkiem.
Najnowsze komentarze