Posted by: Henryk Duda on: 5-paź-2008
Po co językoznawcy słownik ortograficzny? Przecież, skoro jest znawcą języka, więcej, skoro wytyka błędy i potknięcia językowe innym, nie powinien mieć kłopotów z poprawnością, w szczególności zaś z ortografią. A jednak słownik ortograficzny zawsze mam w zasięgu ręki.
Powody, by mieć słownik ortograficzny zawsze pod ręką są dwa. Najpierw, nikt nie zna pisowni wszystkich wyrazów polskich, szczególnie tych rzadziej używanych. Zwykle w przypadku nowego wyrazu wystarczy intuicja oraz znajomość reguł. Od czasu do czasu jednak zdarzają się sytuacje trudne i bez słownika nie można się obejść. Ale i wyrazy najczęściej używane mogą sprawić kłopot. W tym miejscu chciałbym przypomnieć anegdotę o Mieczysławie Grydzewskim, przed II wojną światową wydawcy „Skamandra” i „Wiadomości Literackich”, na emigracji w Londynie „Wiadomości Polskich, Politycznych i Literackich”. Wiem – miał powiedzieć Redaktor – kto napisał „Pana Tadeusza”, ale na wszelki wypadek zawsze sprawdzam [1]. Parafrazując to powiedzenie, mógłbym powiedzieć np.: wiem, jak napisać jaskółka, ale na wszelki wypadek zawsze zaglądam do słownika ortograficznego.
Po drugie, gdy czytam niektóre teksty, a myślę tu nie tylko o uczniowskich wypracowaniach czy pracach studenckich, spotykam takie błędy, że przecieram oczy ze zdumienia i zaczynam się zastanawiać, czy ze mną jest wszystko w porządku. Ostatnio taka sytuacja przydarzyła mi się wczoraj. Na s. 5 wydawanej w Lublinie bezpłatnej gazety „Moje Miasto” zamieszczono artykuł pt. „Doktoranci nie stracą pieniędzy, które im się należą”. A w nadtytule, nomen omen czerwonym drukiem:
Kasa dla rządnych wiedzy
O spragnionych wiedzy doktorantach trzeba jednak napisać żądni wiedzy (od czasownika żądać). Owszem, istnieje w języku polskim wyraz rządny, w Słowniku poprawnej polszczyzny pod red. Witolda Doroszewskiego opatrzony kwalifikatorem rzadki. Rządny – według tego słownika – to «gospodarny, dobrze zarządzany» (rządna gospodyni, rządny dom).
Chociaż większość tekstów piszemy dziś przy pomocy komputerów, a nad ortografią czuwają komputerowe programy ortograficzne, błędów wcale nie ubywa. Więcej, pojawiają się nowe kategorie błędów. W wielu wypadkach bowiem, komputery jedynie sugerują możliwą pisownię. Decyzję musi podjąć piszący. I często podejmuje niewłaściwą. Możliwe, że redaktor „Mojego Miasta” napisał ządny (to się zdarza, jeśli korzystamy z układu klawiatury o nazwie „klawiatura programisty”, tj. gdy tzw. polskie znaki wstawiamy kombinacją Alt + znak podstawowy, np. Alt + z, by napisać ż). Gdy przed chwilą napisałem ządny, komputer podpowiedział mi, że może być rządny, żądny albo sądny. Ostrzegam, komputer jest wspaniałym narzędziem do pracy z tekstem. Ale tylko narzędziem.
Słownik ortograficzny warto mieć pod ręką.
[1] PS. Byłbym niezmiernie wdzięczny, gdyby ktoś potrafił mi wskazać łaskawie, źródło tej anegdoty. W zasobach internetowych spotyka się ją dość często w różnych wersjach. Niestety, zawsze z drugiej ręki.
My też niedawno zauważyliśmy brak reakcji językoznawców na błąd językowy: http://pszetfurnia.blogspot.com/2008/10/sprzt-agd.html
5-paź-2008 @ 6:10
“… przy pomocy komputerów…” to błąd. Powinno być “za pomocą”.
Oprócz słownika ortograficznego przydaje się też słownik poprawnej polszczyzny.
Pewnie teraz Pszetfurnia powędruje na pasku po prawej do grupy Purystyczne.