Lingwistykon

Raz kozie śmierć!

Posted on: 25-Lu-2007

Po śmierci tow. Breżniewa cenzura dostała przykaz, by w żadnym tekście polskim nie pojawiło się powiedzenie raz kozie śmierć! Nie pamiętam, gdzie zasłyszałem tę anegdotę. Nie sądzę zresztą, by to była prawda. Przytaczam ją jednak, bo dobrze ilustruje ona to, o czym chcę napisać. Zarówno wtedy jak i dziś, w krajach zniewolonych i państwach wolnych istnieli i istnieją ludzie, którzy wierzą w magiczną moc słów. Przejawia się ta wiara w różny sposób. Raz jest to przekonanie, że lepiej nie używać pewnych słów (Nie wywołuj wilka z lasu!). Innym razem jest to przekonanie, że zmieniając słowa, poprawimy stosunki między ludźmi. Ten ostatni zabobon językowy bywa nazywany „polityczną poprawnością”, choć – musimy pamiętać – „polityczna poprawność” obejmuje szerszy zakres zjawisk.

Niedawno prasa podała (np. „Rzeczpospolita”, nr 43 z dn. 20 lutego br.), że w wytycznych dla szkockiej służby zdrowia, zalecano unikania słów homofobicznych, m.in. mama i tata, gdyż – jak przypominają autorzy zaleceń „Orientacja seksualna i płeć nie mają nic wspólnego z dobrym rodzicielstwem”. Zamiast słów takich jak żona czy mąż proponuje się ich niehomofobiczne odpowiedniki takie jak partner, bliski, przyjaciel. Jeśli dobrze rozumiem autorów tych zaleceń, jeśli służba zdrowia zmieni swój język, atmosfera w przychodniach i placówkach będzie lepsza. Trudno się zresztą z tym nie zgodzić. Od sposobu komunikacji zależy bardzo wiele. Dlaczego więc pojawiają się głosy sprzeciwu?

Dotychczas komunikacją społeczną rządziły niepisane reguły językowej grzeczności. To one nakazywały i nakazują dobierać środki językowe stosowne do okoliczności. Umiejetność doboru środków językowych zależnych od sytuacji, uczestników aktu komunikacji etc. świadczyła o wychowaniu i wykształceniu. Kto jej nie posiadał, nie liczył się w towarzystwie. Obecnie brak językowej (i nie tylko językowej) kindersztuby zastępują urzędowe rozporządzenia. Mógłby ktoś pomyśleć, że może to i dobrze. Przecież, jeśli są ludzie, którzy nie chcą dobrowolnie podporządkować się regułom współżycia społecznego, to należy nauczyć ich moresu. Medal ma jednak dwie strony. Słowa nie tylko znaczą. Słowa budują także pewien obraz świata. Krytykom wytycznych szkockiej służby zdrowia zapewne nie chodzi o język, przynajmniej nie tylko o język. Chodzi im także o to, że poprzez zmianę słów państwo próbuje narzucić swój obraz świata (w tym wypadku obraz rzeczywistości rodzinnej). Chociaż motywują to szlachetnymi przesłankami (nikogo nie należy dyskryminować z powodu jego seksualnej orientacji!), to budują – na razie jedynie językowy – wizerunek życia rodzinnego. A to musi budzić niepokój. Takie zmiany, nie są światopoglądowo neutralne. Wiedzą o tym ci, którzy je proponują (albo administracyjnie wprowadzają) i wiedzą o nich także ci, którzy się przed nimi bronią. Ci pierwsi w zabobonnej wierze, że zmieniając język, można poprawić stosunki między ludźmi. Ci drudzy, bo przeceniają znaczenie wpływu języka na nasze myślenie i zachowanie. W Szkocji po stronie tych pierwszych stanęła państwowa służba zdrowia. To wystarczający powód, by opowiedzieć się po stronie przeciwników administracyjnej kontroli języka. Totalizm zaczyna się od spraw drobnych. Od rzemyczka do kamyczka.

Zauważmy, że zjawisko to obserwujemy także w Polsce. Dziś coraz częściej słyszę i czytam o partnerze i partnerce zamiast o mężu czy żonie. W Polsce zmiany językowe idą jednak za zmianami obyczajowymi. Nie są narzucone administracyjnie. Oczywiście presja mediów jest wielka. Wiele osób przejmuje ten nowy zwyczaj językowy nieświadomie. Mnie ten nowy zwyczaj się nie podoba. Nazywam i będę nazywał swoją „partnerkę” żoną. Jednak presja mediów to nie to samo, co administracyjny nakaz czy zakaz.

Za „Rzeczpospolitą” przytaczam wypowiedź Daphne McLeod, przewodniczącej katolickiej organizacji Pro Ecclesia et Pontifice: „Czy małe dziecko, które mówi „mama”, „tata”, jest homofobem?” Odpowiedzmy sobie sami.

1 Response to "Raz kozie śmierć!"

Poprawność polityczna, choć czasem potrzebna, może przybrać formy groteskowe, a nawet niebezpieczne, i mieć nieprzewidziane skutki.Doświadczyli tego Amerykanie, którzy zresztą poprawność polityczną wymyślili.
Z innej beczki: Czy na pewno „od rzemyczka do kamyczka”? Nam się wydaje, że odwrotnie: „od kamyczka do rzemyczka”. A lepiej „od rzemyczka do koniczka”, ewentualnie „do koziczka”. Chodzi przecież o pokazanie, że coś – jakieś negatywne zjawisko, działanie, postępowanie – może się nasilić, pogłębić, zaostrzyć. Jeśli dobrze pamiętamy, to z tym rzemyczkiem i koniczkiem chodziło o kradzież – najpierw drobiazgu, potem rzeczy wartościowszej.
Przy okazji zapytamy, czy użyte przez Pana niedawno w innym wpisie sformułowanie „odkryłem Amerykę w kapuście” to świadomy żart, czy niezamierzona kontaminacja dwóch powiedzeń: „odkryć Amerykę” i „wstydzić się jak kozioł w kapuście”?

Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Sponsor

Pilnie poszukiwany!!!

Kalendarz

Luty 2007
Pon T Śr T Pt S S
« Sty   Mar »
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728  

Kontakt

Błędy, uwagi o stronie, sugestie etc. proszę zgłaszać tu: Kontakt.

Enter your email address to subscribe to this blog and receive notifications of new posts by email.

Dołącz do 96 obserwujących.

Blog Stats

  • 65,088 hits
%d bloggers like this: